Nie potrzebujesz więcej działań. Potrzebujesz lepszych decyzji marketingowych
W marketingu bardzo łatwo dojść do wniosku, że problemem jest zbyt mała liczba działań. Gdy sprzedaż zwalnia, pojawia się pokusa uruchomienia kolejnej kampanii, wejścia na nowy kanał, zmiany agencji, przebudowy strony internetowej albo całkowitej zmiany komunikacji.
Z mojej praktyki wynika jednak, że w wielu firmach problem wygląda zupełnie inaczej.
Nie brakuje działań. Brakuje dobrych decyzji.
Pracując z właścicielami firm i analizując kampanie reklamowe, najczęściej nie widzę organizacji, które robią za mało. Znacznie częściej spotykam firmy, które robią zbyt wiele jednocześnie, a każda kolejna decyzja jest podejmowana pod wpływem emocji, pojedynczych wyników lub chwilowej presji.
Marketing przestaje być wtedy procesem opartym na danych. Zaczyna przypominać ciąg reakcji na bieżące wydarzenia.
To właśnie w takich sytuacjach pojawia się chaos marketingowy. I to on bardzo często kosztuje firmę więcej niż źle ustawiona kampania reklamowa.
Problem rzadko zaczyna się od kampanii. Zaczyna się od decyzji.
Kiedy przeprowadzam audyty marketingowe, właściciele często rozpoczynają rozmowę od pytania:
„Co jest nie tak z Google Ads?”
Albo:
„Dlaczego Meta Ads przestały działać?”
Po analizie okazuje się jednak, że same kampanie nie są głównym problemem.
Widzę natomiast serię decyzji, które stopniowo obniżały skuteczność całego marketingu.
Przykładowo:
- zmiana strategii co kilka tygodni,
- uruchamianie nowych kampanii bez zakończenia poprzednich testów,
- ciągłe zmiany grup docelowych,
- zmiana komunikacji po pojedynczym słabszym miesiącu,
- zwiększanie lub zmniejszanie budżetu wyłącznie na podstawie intuicji.
Każda z tych decyzji osobno wydaje się rozsądna.
Problem pojawia się wtedy, gdy wszystkie zaczynają występować jednocześnie.
Marketing potrzebuje czasu, danych i konsekwencji. Jeżeli kierunek zmienia się co chwilę, praktycznie niemożliwe staje się określenie, co rzeczywiście wpływa na wyniki.
W wielu audytach wygląda to bardzo podobnie. Firma szuka odpowiedzi w narzędziach, podczas gdy źródło problemu znajduje się znacznie wcześniej — w sposobie podejmowania decyzji.
Chaos marketingowy najczęściej nie wynika z braku pomysłów
Właściciele firm bardzo rzadko cierpią na brak pomysłów.
Znacznie częściej mają ich zbyt wiele.
Nowy pomysł pojawia się po rozmowie ze znajomym przedsiębiorcą. Kolejny po obejrzeniu webinaru. Następny po przeczytaniu artykułu albo obejrzeniu filmu na YouTube.
Każdy wydaje się dobry.
Każdy wydaje się pilny.
Każdy wydaje się czymś, co może natychmiast poprawić wyniki.
Sam pomysł nie jest problemem.
Problem zaczyna się wtedy, gdy firma próbuje realizować wszystkie jednocześnie.
Zbyt wiele inicjatyw jednocześnie
W praktyce często spotykam firmy, które równolegle:
- przebudowują stronę internetową,
- uruchamiają nowe kampanie Google Ads,
- zmieniają identyfikację wizualną,
- zaczynają działania SEO,
- testują nowe kanały social media,
- wdrażają marketing automation,
- przygotowują nową ofertę.
Każdy z tych projektów wymaga czasu, budżetu i uwagi.
Jeżeli wszystkie ruszają jednocześnie, bardzo trudno odpowiedzieć na podstawowe pytanie:
Co rzeczywiście wpłynęło na wynik?
W efekcie firma inwestuje coraz więcej środków, ale jednocześnie traci możliwość rzetelnej oceny skuteczności poszczególnych działań.
To nie jest kwestia liczby narzędzi.
To problem zarządzania marketingiem.
Ciągłe zmiany kierunku
Drugim zjawiskiem, które obserwuję bardzo często, jest podejmowanie decyzji pod wpływem pojedynczych wyników.
Przez kilka dni kampania generuje mniej zapytań.
Budżet zostaje obniżony.
Po tygodniu pojawia się lepszy miesiąc.
Budżet zostaje podwojony.
Po dwóch tygodniach sprzedaż ponownie spada.
Firma zmienia komunikację.
Po miesiącu wymieniana jest agencja.
Po kolejnych tygodniach pojawia się pomysł całkowitej przebudowy strony internetowej.
Każda decyzja jest reakcją na bieżącą sytuację.
Problem polega na tym, że marketing bardzo rzadko daje wiarygodne odpowiedzi po kilku dniach.
Warto pamiętać, że pojedynczy wynik nie jest jeszcze trendem.
Dlatego rekomenduję analizować dane w dłuższym horyzoncie i dopiero wtedy podejmować decyzje o zmianach.
Zbyt szybkie reakcje często powodują, że firma przerywa działania, które zaczynały przynosić efekty.
Dane powinny wspierać decyzje, a nie je zastępować
Coraz więcej firm korzysta z analityki.
To bardzo dobra zmiana.
Widzę jednak drugi problem.
Niektóre organizacje zaczynają podejmować decyzje wyłącznie na podstawie jednego wskaźnika.
ROAS.
CTR.
Liczby leadów.
Koszt kliknięcia.
Każdy z tych wskaźników jest ważny.
Żaden nie powinien jednak funkcjonować w oderwaniu od kontekstu biznesowego.
Przykładowo kampania może osiągać bardzo dobry koszt pozyskania leada.
Jeżeli jednak handlowcy nie są w stanie obsłużyć większej liczby zapytań albo większość leadów nie kończy się sprzedażą, sam wynik kampanii niewiele mówi o kondycji firmy.
Podobnie wygląda sytuacja z wysokim ROAS.
Może wyglądać imponująco w panelu reklamowym, ale nie uwzględnia marży, kosztów operacyjnych ani rentowności całego procesu sprzedaży.
Dlatego analityka nie powinna odpowiadać za podejmowanie decyzji.
Jej zadaniem jest dostarczenie właścicielowi danych potrzebnych do świadomego wyboru.
Dane bez właściwej interpretacji potrafią prowadzić do równie błędnych decyzji jak całkowity ich brak.
Dobra strategia marketingowa to system podejmowania decyzji
Kiedy słyszymy słowo „strategia”, wiele osób wyobraża sobie rozbudowany dokument liczący kilkadziesiąt stron.
Z mojego doświadczenia wynika jednak, że najważniejszym elementem strategii nie jest sam dokument.
Najważniejszy jest sposób podejmowania decyzji.
Strategia powinna odpowiadać przede wszystkim na pytania:
- Jakie cele są dla firmy najważniejsze?
- Jak będziemy oceniać skuteczność działań?
- Jakie wskaźniki mają największy wpływ na wynik biznesowy?
- Kiedy zmieniamy kierunek?
- Kiedy pozostajemy konsekwentni mimo chwilowych wahań?
Jeżeli odpowiedzi na te pytania nie są ustalone wcześniej, każda trudniejsza sytuacja będzie prowadziła do podejmowania decyzji pod wpływem emocji.
A emocje są bardzo słabym doradcą w zarządzaniu marketingiem.
Co powinno pozostać niezmienne?
Jednym z największych błędów jest zmienianie wszystkiego jednocześnie.
W wielu przypadkach widzę sytuację, w której firma jednocześnie:
- zmienia grupę docelową,
- ofertę,
- komunikację,
- budżet,
- kampanie,
- stronę internetową.
Po kilku tygodniach wyniki są inne.
Pojawia się jednak problem.
Nie wiadomo, która zmiana przyniosła efekt.
Dlatego rekomenduję pozostawienie możliwie dużej liczby stałych elementów.
Dzięki temu każda kolejna optymalizacja staje się mierzalna.
Można określić, czy poprawę przyniosła nowa oferta, zmiana komunikacji, lepszy landing page czy optymalizacja kampanii.
Bez takiego podejścia marketing zamienia się w serię przypadkowych eksperymentów.
A przypadkowe eksperymenty bardzo rzadko prowadzą do przewidywalnego wzrostu biznesu.
Co warto regularnie weryfikować?
Konsekwencja nie oznacza, że marketing powinien działać na autopilocie.
Wręcz przeciwnie.
Regularna analiza jest niezbędna, ale warto odróżnić analizę od ciągłego zmieniania kierunku.
Z mojej praktyki wynika, że najlepiej funkcjonują firmy, które mają jasno określony rytm podejmowania decyzji.
Nie analizują wszystkiego codziennie.
Nie zmieniają strategii po jednym słabszym tygodniu.
Jednocześnie nie ignorują danych przez kilka miesięcy.
To podejście pozwala zachować równowagę pomiędzy konsekwencją a elastycznością.
Rekomenduję regularnie weryfikować przede wszystkim:
- czy zmienia się koszt pozyskania klienta,
- czy utrzymuje się odpowiednia rentowność działań,
- czy współczynnik konwersji nie wskazuje na problemy ze stroną internetową,
- czy zmienia się jakość pozyskiwanych leadów,
- czy zespół sprzedaży utrzymuje podobną skuteczność zamykania transakcji,
- czy działania marketingowe nadal wspierają cele biznesowe firmy.
To właśnie tutaj najczęściej pojawiają się sygnały, że warto coś poprawić.
Nie dlatego, że kampania „źle wygląda” w panelu reklamowym, ale dlatego, że zmieniają się realne wyniki biznesowe.
Największym błędem nie jest zła decyzja. Największym błędem jest brak procesu decyzyjnego.
Każdy właściciel firmy podejmuje błędne decyzje.
To naturalna część prowadzenia biznesu.
Problem pojawia się wtedy, gdy decyzje są przypadkowe.
Widzę to szczególnie podczas audytów.
Pytam:
„Dlaczego zwiększyli Państwo budżet reklamowy?”
Odpowiedź często brzmi:
„Wydawało nam się, że trzeba.”
Albo:
„Konkurencja mocno się reklamowała.”
Czasami słyszę:
„Był słabszy miesiąc, więc chcieliśmy coś zmienić.”
Żadna z tych odpowiedzi nie opiera się na analizie danych.
Są oparte na odczuciach.
Emocje są naturalnym elementem prowadzenia firmy, ale w marketingu bardzo często prowadzą do kosztownych decyzji.
Dlatego rekomenduję stworzenie prostego procesu decyzyjnego.
Zanim zostanie podjęta większa decyzja dotycząca marketingu, warto odpowiedzieć na kilka pytań.
- Jaki problem próbuję rozwiązać?
- Czy mam dane potwierdzające, że ten problem rzeczywiście istnieje?
- Czy wiem, co jest jego przyczyną?
- Czy planowana zmiana rozwiązuje przyczynę, czy jedynie objawy?
- W jaki sposób zmierzę efekt tej decyzji?
- Po jakim czasie będę w stanie rzetelnie ocenić wynik?
Już samo zadanie tych pytań bardzo często zmienia sposób myślenia.
Okazuje się, że wiele decyzji nie wymaga natychmiastowego działania.
Najpierw warto zdobyć więcej informacji.
Marketing nie jest zbiorem kampanii. Jest systemem zarządzania.
Wielu przedsiębiorców postrzega marketing jako listę działań.
Google Ads.
SEO.
Facebook.
LinkedIn.
E-mail marketing.
Nowa strona internetowa.
Każdy z tych elementów jest ważny.
Żaden jednak nie działa w próżni.
Jeżeli oferta nie odpowiada potrzebom rynku, najlepsza kampania nie rozwiąże problemu.
Jeżeli proces sprzedaży jest nieefektywny, większa liczba leadów nie poprawi rentowności.
Jeżeli strona internetowa utrudnia zakup, zwiększenie budżetu reklamowego jedynie przyspieszy wydawanie pieniędzy.
Dlatego marketing warto traktować jako system naczyń połączonych.
Zmiana jednego elementu wpływa na pozostałe.
To właśnie z tego powodu podczas audytów nie ograniczam się wyłącznie do panelu Google Ads.
Analizuję również:
- stronę internetową,
- proces sprzedaży,
- ofertę,
- analitykę,
- sposób raportowania,
- współpracę marketingu ze sprzedażą,
- cele biznesowe firmy.
Dopiero taki obraz pozwala podejmować decyzje, które rzeczywiście poprawiają wynik przedsiębiorstwa.
Lepsze decyzje zaczynają się od właściwych pytań
Nie znam firmy, która nigdy nie popełniła błędu marketingowego.
Nie znam również kampanii, której nie dałoby się jeszcze poprawić.
Widzę jednak wyraźną różnicę pomiędzy organizacjami, które rozwijają się stabilnie, a tymi, które przez lata pozostają w tym samym miejscu.
Nie chodzi o wielkość budżetu.
Nie chodzi o liczbę pracowników.
Nie chodzi nawet o wybór konkretnego kanału reklamowego.
Największą różnicę tworzy sposób podejmowania decyzji.
Firmy osiągające najlepsze wyniki nie reagują na każdą zmianę.
Nie zmieniają strategii po jednym słabszym miesiącu.
Nie wdrażają każdego nowego trendu tylko dlatego, że stał się popularny.
Najpierw analizują.
Potem wyciągają wnioski.
Na końcu podejmują decyzję.
To pozornie niewielka różnica.
W praktyce ma ogromny wpływ na rentowność marketingu.
Podsumowanie
W marketingu łatwo uwierzyć, że lepsze wyniki przyniosą kolejne działania.
Nowa kampania.
Nowe narzędzie.
Nowa agencja.
Nowa strategia.
Z mojej praktyki wynika jednak, że największe rezerwy wzrostu często znajdują się zupełnie gdzie indziej.
Znajdują się w jakości decyzji podejmowanych przez właściciela firmy.
To one decydują o tym, czy marketing działa w sposób uporządkowany, czy staje się zbiorem przypadkowych działań.
Dlatego zanim zdecydujesz się uruchomić kolejną kampanię albo całkowicie zmienić kierunek działań, warto zatrzymać się na chwilę i zadać sobie kilka prostych pytań.
Czy rozwiązuję właściwy problem?
Czy opieram decyzję na danych?
Czy analizuję przyczynę, czy jedynie reaguję na skutki?
Czy wiem, jak zmierzę efekt tej decyzji?
Bardzo często okazuje się, że firma nie potrzebuje więcej działań marketingowych.
Potrzebuje lepszych decyzji marketingowych.
To właśnie one najczęściej stają się początkiem trwałego wzrostu, większej przewidywalności i lepszej rentowności całego biznesu.
